poniedziałek, 15 lipca 2013

Ogrody w Prenzlau...

W zeszłą niedzielę  wybraliśmy się (ja i mój małżonek) na wystawę ogrodniczą do Prenzlau. Z powodu bliskości granicy mamy tam stosunkowo niedaleko, bo około 180 km. Ale co tam kilometry dla ogrodniczki :). Było bardzo miło, spacerowaliśmy pięknymi uliczkami Prenzlau, zwiedzaliśmy, czas się na moment zatrzymał....
 Było wiele ogrodów tematycznych, mi najbardziej oczywiście pasował klimat wiejski :)
 Nie jest to teren winiarski, ale te winorośle były zdrowe i okazałe. Winka też można było popróbować :)
 Część wystawy odbywała się w specjalnej hali,
 Klimat tropików i zraszanie storczyków mgiełką ,
 Nie zabrakło również ogrodu różanego :)
Część wystawy położona jest nad jeziorem. Są uszykowane miejsca by usiąść a nawet się położyć .
Taki piękny mur okala wejście i wyjście z wystawy.

 Wypoczęłam i naładowałam baterie, wystawa odbywa się do 6 października więc szczerze polecam.

sobota, 13 lipca 2013

ciąg dalszy...

Urlopu ciąg dalszy, pielę w ogrodzie, zaprawiam słoiki i tak w kółko. Czasami jestem taka "styrana" jak po pracy w polu. Kładę się spać i gdy tylko przykładam głowę do poduszki oddaję się w objęcia Morfeusza. Ale jestem szczęśliwa, drażni mnie tylko upływający szybko czas. Odpoczywam psychicznie, czasami cały  dzień nie włączam telewizji, nigdzie nie dzwonię. Zaszyłam się...
Było już fasolkobranie,
jak mówiła moja babcia mariankobranie :),
miętobranie,
lawendobranie,
upycham te smaki i zapachy lata w słoiki, puszki, pojemniki by zatrzymać to wszystko jak najdłużej. By potem nie tęsknić tak bardzo.
Pozdrawiam :)





wtorek, 9 lipca 2013

urlop, lato i takie tam...

Od dziś jestem na urlopie. Nie wybieram się na planowany wyjazd, będę w domu i planuję parę krótkich wycieczek. Zamierzam nadrobić wszystkie czytelnicze zaległości i po prostu odpocząć. W domu bardzo odpoczywam . Wyjazdy oczywiście są fajne jednak ja mogę tylko zimą ze względu na pracę męża. Wstałam o 5 rano, zaparzyłam kawkę,
i przywitały mnie takie milusińskie, zdjęcie trochę kiepski bo zza szyby. Często do mnie przylatują :)
 W szlafroku powędrowałam  do ogrodu i tu przywitały mnie moje hortensje,

i lilie,
Na koniec pokazuję moja ławeczkę którą dostałam na imieniny od mojego męża i teściowej. Ławeczka była surowa bo sama chciałam ją pomalować, a marzył mi się kolor niebieski wpadający w szary. Coś z pogranicza Skandynawii, ale w tym kraju zdobycie kolorów pastelowych do ławki równa się z cudem. Zbiegłam wszystkie centra handlowe w poszukiwaniu upragnionej farby i nic...Dopiero (poszukiwania internetowe dały efekt bo znalazłam firmę), oraz uprzejmość córki mojej koleżanki studiującej w Poznaniu która pojechała do wskazanego sklepu i wymieszała mi farbę. Doskonale zrozumiała o co mi chodziło, dziękuję Ci Kasiu :):):). Ławeczka jeszcze nie skręcona, ale prezentuje się tak...
Jak tylko zostanie złożona pokażę ją w całości.
Chwilo trwaj...:)
Pozdrawiam